Wiecheć albo gówno

 

Na dworze deszcz. Nie. Kapuśniaczek. Nie. Mgiełka wilgoci wdzierająca się wszędzie. Pada z góry z boku, od spodu. Wszystko, co żywe i nieożywione wydycha wilgoć prosto na mnie i wpycha mi ją wiatrem w ucho, pod bluzkę, chyba nawet w tyłek. Mój dzisiejszy nastrój i ta pogoda to nieudana, choć świetnie dobrana para. Jeśli będę zmuszona się dziś do kogoś uśmiechnąć, twarz pęknie mi w kilku miejscach i żaden krem z efektem lasera tego nie sklei.

A niby dlaczego miałabym uśmiechać się do kogoś, jeśli nie mam na to ochoty? Może już wreszcie zakończyłam z hukiem erę sztucznych, wymuszonych uśmiechów pokrywających moją niechęć do tych ludzi, których wokół mnie nigdy być nie powinno ? Tak, to chyba własnie to. Ostatni rok był między innymi czasem porządków w relacjach z ludźmi. Wywalałam i wciąż jeszcze wywalam ze swoich znajomych na FB dzieciaki, oszołomów, radykałów, idiotów, zboczeńców, pustogłowia, kompletnych debili i agresywnych działaczy na rzecz czegośtam. Wywaliłam też kilku zdesperowanych poszukiwaczy miłości, którzy wyobrażają sobie, że współczesna kobieta prowadząca własną firmę i mająca milion rzeczy w ciągu dnia do zrobienia będzie odpowiadała na każdą wiadomość z messengera i obrażają się, kiedy to nie nastąpi. Ci sami lub im podobni oczekują, że po wymianie kilku uprzejmości i filozoficzno-praktycznych uwag na FB będziesz się z nim chciała spotkać w realnym świecie, mimo że jego fota profilowa przedstawia psa albo Rambo. Serio, serio, kobitki. Wystarczy, że wstawisz sobie fajne zdjęcie, a FB zacznie działać jak randka.pl. Nie wywaliłam za to kilku wielbicieli zabytków, którzy okazjonalnie obsypują mnie na priva komplementami. Każda kobieta potrzebuje od czasu do czasu entuzjastycznie nastawionej publiczności, która podkarmi jej ego. No co? Nie mówcie, że wy nie, bo i tak nie uwierzę. Jeśli jeszcze na to nie wpadłyście, to polecam. Działa lepiej niż maseczka nawilżająca.

Zaczęłam też wywalać ze swojego otoczenia ludzi, którzy mi szkodzą, obniżają poziom IQ i energii, podwyższają ciśnienie i cholesterol lub zwyczajnie psują nastrój. To zadanie okazało się, niestety znacznie trudniejsze. Tu nie wystarczy znaleźć opcji: usuń ze znajomych. Po pierwsze do większości tych osób zdążyłam się przyzwyczaić i obniżanie nastroju tak weszło mi w krew, że kiedy ktoś mi go nie popsuje, to kombinuję, jak samodzielnie wykonać to zadanie, bo zaczyna być za dobrze. Po drugie, bywa i tak, że są to osoby, które znam od lat i niełatwo bez spektakularnej awantury dać im do zrozumienia, że warto byłoby rozluźnić relacje przynajmniej do czasu, kiedy minie im przejściowy, dwudziestopięcioletni okres złego humoru lub permanentnego wkurwa.

Ale to pół biedy, bo człowieka z wkurwem można po prostu wkurwić i na jakiś czas mieć z głowy. A spróbuj wkurzyć kogoś pasywnie agresywnego, Ha! Przecież ta osoba cię uwielbia i mówi ci same komplementy.

– Oj, Iwonka, jak pięknie schudłaś! Będziesz się dalej odchudzać? Pewnie jeszcze ze dwadzieścia kilo, co?

– Umalowałaś się! O wiele lepiej! I te siwe włosy zafarbowałaś! Od razu ci lat ubyło. Ze dwa i pół.

– Jak tyłem stałaś, to z daleka myślałam, że to jakaś laska. A to ty.

Nigdy więcej, dziękuję. Nie zgadzam się służyć za worek treningowy pasywnie agresywnym dziewczynkom, które nie chcą się spotkać ze swoją złością. Mimo, że udają słodziusie, podczas rozmowy z nimi masz cały czas w ustach posmak dziegciu do kopyt.

Jeszcze trudniej wywalić ze swojego otoczenia ludzi, którzy łatwo się uzależniają od dobrej energii innych. Jeśli jesteś osobą pozytywną i zwykle rozpiera cię energia, zawsze znajdzie się kilka pijawek, które jak się dossą, wypiją ci całą krew do sucha. Często oprócz dobrego humoru, masz skłonność do akceptowania innych razem z ich słabościami, głupotami, pierdołowatością, a nawet ewidentnymi wadami. Wtedy już naprawdę masz przesrane. Jak tylko pijawka zorientuje się, że potrafisz zaspokoić wszystkie jej niezaspokojone w dzieciństwie potrzeby bycia kochanym i akceptowanym, będzie cię angażować w każdy możliwy sposób. Jeśli nie masz czasu posiedzieć z nią przy kawie, to za chwilę coś jej się stanie i tylko ty możesz coś zaradzić, rozchoruje się i musisz jej wybrać lekarza. Piesek się skaleczył i tylko ty wiesz, co z tym robić. Jak zaczniesz ją zbywać, będzie się kłócić i mieć pretensje o wszystko, co jej tylko przyjdzie do głowy, np. że twoje drzewo daje za dużo cienia, albo za mało, albo za ciemny ten cień. A tak w ogóle, to dziwnie się do niej uśmiechnęłaś, czyżbyś miała do niej o coś żal? Nie? To znaczy, że jest ci obojętna? Aaaaaaaaaaaaa! Jak się wkurwisz, przegrywasz, bo się dałaś wkręcić w jej grę. A jak się nie udało, pojawia się żal, że jej nie akceptujesz.  Ależ ja akceptuję prawie wszystko. Wszystko, co nie wisi mi u nogi tonami pretensji i oczekiwań. Wynocha i wróć, jak pozbędziesz się tego bagażu.

Po tych porządkach przez chwilę miałam wrażenie, że nie będę miała do kogo buzi otworzyć, ale się myliłam. Zostali ci, z którymi mam o czym pogadać, którzy potrafią mnie wesprzeć, gdy ja akurat tego potrzebuję i przyjdą po wsparcie jeśli jest im naprawdę potrzebne. Pojawiają się nowi, tacy, którzy potrafią poprawić mi schrzaniony humor, a z mojej dobrej energii czerpią wtedy, gdy ja mam jej w nadmiarze.

I zrozumiałam coś jeszcze. Pora z rozmysłem i wsłuchując się w głos intuicji celowo wybierać znajomych bliższych i dalszych. Jeśli przyjmę wszystko, co do mnie z prądem przypłynie, bez żadnej wstępnej selekcji, czasem będzie to wiecheć albo gówno i za chwilę znów będę musiała robić trudne porządki.