On i ona. Wprawka

Siedzą obok siebie na łóżku ze wzrokiem utkwionym w ekran telewizora, choć żadne z nich nie wie nawet jaki ogląda program.

– Nie czytam w myślach – mówi on, próbując ukryć drżącą w głosie irytację. – Nie chwytam delikatnych sugestii, ani wyraźnych wskazówek i nawet histerycznych wrzasków. Jeśli mi nie powiesz, czego oczekujesz, w życiu się nie domyślę.

– Ja też nie – odpowiada nadąsana – dlatego czasem pytam cię, o czym myślisz, a ty wtedy opowiadasz mi jakieś pierdoły, żeby mnie zbyć, bo po minie widzę, że myślałeś zupełnie o czymś innym.

– O niczym nie myślałem, ale tobie nigdy nie wystarczy taka odpowiedź. Ty chcesz, żebym powiedział, że myślę o tobie i nic innego nie sprawi, że dasz mi spokój z tymi pytaniami – mówi uderzając dłonią w kołdrę.

– Bo nie mam ochoty być z imbecylem, który o niczym nie myśli – wybucha. – Chcę głęboko wierzyć, że jednak o czymś myślisz. Nie, nie musisz zawsze myśleć o mnie. Kiedy tak pytam, zwykle chcę o czymś pogadać – przyznaje się, sama zaskoczona odpowiedzią. – A wracając do czytania w myślach, to ja, na przykład, nie jestem wróżką.

– Ale że co? – pyta zdezorientowany.

– No to, że myślisz, że jestem jasnowidzką, i ciągle mnie pytasz o to, gdzie są twoje skarpetki, albo majtki, abo inna cześć garderoby.

– Ale ty je pierzesz – odpowiada, wzruszając ramionami.

– Pralka je pierze, ją zapytaj.

– A ty znów o tym samym – rzuca poirytowany. – Potrafię zrobić pranie. Jeżeli mi powiesz, żebym je zrobił to zrobię, ale bez wysłuchiwania, jak dokładnie mam to zrobić. Jeśli tylko twoja metoda rozwieszania prania jest właściwa, to sama rozwieszaj.

– Tylko że potem wszystko jest pogniecione.

– To uprasuję.

– O Jezu, lepiej nie!

– No widzisz?! – wykrzykuje z wyraźną satysfakcją. – Kibelkiem też jakoś nie umiem się obsługiwać.

– A umiesz? Co jest trudnego w opuszczaniu deski po sikaniu? – pyta ona prowokująco.

– No właśnie, co jest trudnego w opuszczaniu deski, jak chcesz na niej usiąść? Kilka dni i się nauczysz – śmieje się.

– Kilka razy w pośpiechu usiadłam na gołą porcelanę – wyjaśnia już spokojnie z uśmiechem.  – Nic przyjemnego. Spróbuj jak to fajnie, kiedy jest zamknięty kibelek, a ty masz gigantyczne rozwolnienie.

– Siku się nigdy nie chce aż tak mocno – powątpiewa.

– Tak ci się tylko wydaje. Kobiety nie sikają w bramie, albo na poboczu drogi, więc czasem tak im się chce, że nie wiedzą, czy szybciej i łatwiej  nie byłoby wypłakać.

– Płakać to naprawdę potraficie – zauważa. – Wystarczy, że coś idzie nie po twojej myśli i beczysz. A ja jak ten Pikuś, zaraz biegnę wszystko załatwiać i naprawiać.

– Nie tak zaraz – prostuje z wyrzutem. – A poza tym, płaczę z z żalu i poczucia bezradności, a nie po to, żeby coś załatwić.

– Co do tego, mam poważne wątpliwości. Jak dla mnie to szantaż.

– Który sam sobie robisz. Następnym razem daj mi chusteczkę. Jak się wypłaczę, to sama wszystko załatwię.

– I nie będziesz się dąsać? – pyta z niedowierzaniem. – Jak o to, że nie chcę z tobą biegać?

– To dla twojego dobra, żebyś był w formie.

– Ale ja jestem w formie… do wypieku muffinek – dodaje i rzuca w jej stronę szeroki uśmiech, gładząc się  jednocześnie dłonią po wystającym brzuchu. – Nie podobam ci się?

– Podobasz, podobasz – zapewnia ona. – Możesz sobie wyglądać jak muffinka, ale kanapa i piwo nie służą zdrowiu.

– Eeee tam, piwo jest zdrowe. Chodzenie na szpilkach jest niezdrowe.

– Ale lubisz jak jestem w szpilkach – protestuje.

– Tak, ale w samych szpilkach i jak nie za dużo chodzisz – rzuca porozumiewawczo i unosi w uśmiechu tylko jeden kącik ust, co, oczywiście, oznacza, że ma na myśli wszystko, co sprośnie.

– Chodziło mi o to, kiedy gdzieś idziemy – wyjaśnia, próbując się dąsać.

– Kiedy gdzieś idziemy możesz sobie mieć na sobie co tylko zechcesz.

– Ogrodniczki i gumiaki na imprezę? – próbuje doprecyzować.

– Jeśli ci wygodniej… .

– I nie chciałbyś, żebym ładnie wyglądała, żebyś mógł być ze mnie dumny? – dąsa się w końcu.

– Nie zadawaj mi pytań na które chcesz usłyszeć tylko jedną słuszną odpowiedź, albo podaj mi odpowiedź na karteczce, to ci ją odczytam – recytuje, znów uderzając dłonią w kołdrę.

– Nie możesz czasem po prostu powiedzieć tego, co mnie ucieszy?

– Nie, jeśli nie chcesz mieć klakiera zamiast faceta. Poza tym, ciągle zmieniasz zdanie. Skąd niby miałbym wiedzieć co cię ucieszy?

– Ja zawsze wiem, co cię ucieszy – nie daje za wygraną.

– Bo ja jestem prosty jak ołówek. Cieszą mnie trzy, może cztery rzeczy, więc masz dziewięćdziesiąt pięć procent szansy, żeby trafić.

– Chyba dwadzieścia pięć? – upewnia się.

– No, nie, bo na dziewięćdziesiąt pięć procent to będzie seks, a tylko pięć procent pozostałe trzy.