Może pora drzwi otworzyć?

Zimowy poranek. Pięć minut do przyjazdu pociągu na stację Gdańsk Główny. Tututuk, tututuk, gada pociąg. Klank, klank, klank, tłucze się za mną po wąskim korytarzyku moja walizka. Wypycham ją w stronę wyjścia. Staję pod oknem na końcu składu wagonu i spozieram zaspanymi oczyma na świat. Widzę pod sobą uciekające szyny, po bokach słupy trakcji kolejowej i budynki. Ziuuuum, zwiała mi jakaś mała stacja. Stoję tak sobie, gapiąc się przez brudne okno, a świat przede mną ucieka. Ogarnia mnie przerażenie, poczucie opuszczenia, samotności. Ojej, co mam robić? Czemu świat ucieka? Mam go gonić? Wyrównuję oddech i wyłączam gadzi móżdżek. Zaraz, zaraz. To nie świat ucieka przed tobą, tylko ty przed światem, przychodzi podpowiedź z ośrodka rozsądku w mózgu. Jedziesz sobie pociągiem i uciekasz przed światem. Oj, przychodzi myśl z centrali olśnień w mojej mózgownicy. Przecież tak się właśnie dzieje zawsze. To nie świat przede mną ucieka. To nie świat się zamyka. To ja uciekam. To ja się zamykam na świat. I zawsze wtedy odczuwam ten sam irracjonalny strach poparty przekonaniem, że to wszyscy i wszystko uciekają ode mnie, a nie odwrotnie. Że to wszyscy zamykają przede mną drzwi. Dopiero kiedy opada poziom adrenaliny i kortyzolu, rozglądam się i widzę siebie z nogą mocno zgiętą i zapartą o framugę, z rękoma na klamce, całym ciężarem ciała uwieszoną na zamkniętych drzwiach. Nic dziwnego, że potrzebowałam tylu kilogramów. Jak już się barykadować, to konkretnie.

Ja: – Jak tu nie blokować się przed światem, a świata przed sobą, kiedy to wszystko takie straszne? Jak dać sobie szansę na to, żeby przyszło wszystko, co ma przyjść, i dobre i złe?

Ja: – Dobre jest dla szczęścia, a złe do nauki.

Ja: – Łatwo powiedzieć: wpuść wszystko. Ale nauka boli i dużo kosztuje.

Ja: – Z drugiej strony, czy nie jest warta swojej ceny? Czy żałowałaś kiedyś w życiu, że się czegoś nauczyłaś?

Ja: – Nie. Masz rację.

Ja: – Nawet jak bolało?

Ja: – Nawet jak bolało.

Ja: – I dało się przeżyć?

Ja: Z perspektywy czasu, tak. W trakcie czasem myślałam, że się nie da.

Ja: To czego się boisz?

Ja: Że znów będzie bolało.

Ja: A lepiej jak boli z rzadka, a porządnie, czy cały czas po trochu?

Ja: Hę?

Ja: No bo jak się zamykasz to boli trochę, ale cały czas.

Ja: Tak… tak ćmi, jak lekki ból zęba.

Ja: I cudownie, euforycznie, przepysznie nie bywa nigdy.

Ja: No co ty?

Ja: To może pora otworzyć drzwi?

Ja: Chyba przeciąg się zrobi …

Ja: No rzesz ty!

Ja: Oj, dobra, dobra. Uchylę trochę. Lepiej?

Ja: Uf!

Pociąg z głośnym zgrzytem zatrzymuje się na stacji. Konduktor szybciutko otwiera drzwi i wyszarpuje mi walizkę z dłoni. Hyc i już jest na peronie.

– Dobrego dnia życzę – słyszę, kiedy wysiadam ostrożnie i rozglądam się w poszukiwaniu znajomej twarzy.