Budzik

Tuż przed dziewiątą rano poduszka zaczęła podskakiwać do melodii dzwonka z telefonu. Przez tydzień nie mogłam spać, kręciłam się i wierciłam w łóżku, wstawałam, piłam, sikałam, jadłam i znów się wierciłam. Za to ostatnie dwie noce przespałam jak zabita i poranne mruczenie budzika wcale mnie nie podrywało na równe nogi. Wpychałam go pod poduszkę i spałam dalej.

– Tak, słucham – próbowałam brzmieć przytomnie.

– Tu Maciek – młody głos w słuchawce. – Potwierdzam, że będę jutro rano, tyko na którą mam przyjechać?

Ok. Berajter, przypomniała sobie.

– Najlepiej na jedenastą.

– Dobrze, tak się umawiamy – potwierdził. – Jeśli sprawdziłem się w roli budzika, to jestem z siebie dumny – dodał rozbawionym tonem.

– Nie, nie, już nie spałam – protestowałam chrypiąc, jak każdy, komu gardło jeszcze się nie obudziło do gadania. – Katar mam.

Swoją drogą, chłopak musiał podglądać moje przekomarzania na FB z koleżanką na temat skutecznych budzików i materializowania się kawy w łóżku. Dlaczego w pierwszym, podświadomym odruchu nie przyznałam się, że jeszcze kimam? Odłożyłam telefon i przyjrzałam się sobie. Tej na suficie, w mojej wyobraźni.

– Czemu, głupia kobieto, nie mogłaś po prostu powiedzieć: „Tak, owszem, obudziłeś mnie. Nic nie szkodzi, i tak już powinnam wstać.”

– Dlaczego, dlaczego… – PaniIwonaDoskonała ma głos słodziutki jak nektar. – Dlatego, że jak mieszkasz na wsi i na dodatek jesteś koniarą, to na pewno wstajesz skoro świt do pracy. Tego od ciebie ludzie oczekują.

– Pozwól, że ich rozczaruję – odparłam sama do siebie i przeciągnęłam się leniwie. Spojrzałam na zegarek. Dziesięć po dziewiątej. – No, w sam raz na kawkę.

Zeszłam na dół, zrobiłam sobie espresso i na mojej TablicyMądrości napisałam:

Let me disappoint you.