Kochanie, baw się

Przynajmniej raz w tygodniu przed moim nosem przewijają się jakieś wpisy na portalu społecznościowym na temat tego, jak utrzymać szczęśliwy związek. Część mądrości wyciągniętych z dupy, o tym jak to wszyscy faceci zdradzają, a kobiety cierpią, część cytująca guru relacji i duchowości, najczęściej tych, co sami chędożyli gdzie wlazło, a ich żonka świadomie przymykała na to oko, albo kobiet mnichów, które z różnych życiowych powodów rzuciły rodziny i postanowiły medytować.

A o tych relacjach piszą, że trzeba pracować nad związkiem, że trzeba iść na kompromisy, że trzeba nieustannie dbać, pamiętać, doceniać, respektować, dziękować, wspierać się, uważać i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Brzmi to wszystko jak by mi ktoś chciał wcisnąć drugi etat i pewnie dlatego kobietom w moim wieku już się zwyczajnie nie chce. Owszem, chcemy, żeby nas ktoś przytulił, pocałował i tak dalej, ale jak sobie przypomnimy o tłumaczeniach, kompromisach, dreptaniu wokół czyjegoś ego, jakby to było zgniłe jajko, znoszeniu paskudnych przyzwyczajeń i udawaniu, że nas nie brzydzą, to nam się odechciewa.

No i największy problem: uczepienie. Z czasem ma się dość tego, że ta druga osoba zawsze chce z tobą wszystko robić. Jak małe dziecko, na chwilę nie umie się sama sobą zająć. Jak jeździ motorem, to chce, żebyś ty też jeździła uczepiona jego schabów. Jeśli skacze ze spadochronem, to może ci odpuści, bo to taki bardziej męski sport, ale jak nie pojedziesz z nim na Mazury na jacht i nie będziesz tam na zmianę wymiotować i gotować mu obiadki, to strzeli focha, że przecież dla was obojga ten jacht kupił. A ty masz ochotę powiedzieć: Kochanie, baw się. W końcu to twoje zabawki. Ja mam swoje.

Tak dobrze byłoby po prostu być z drugim człowiekiem, dobrze się ze sobą czuć i kiedy chce się coś wspólnie robić, to robić, a jak nie to nie, orbitować wokół siebie bez pretensji, złości, żalu, być dla siebie miłym ot tak, a nie po coś. Marzy mi się związek w którym mogę dbać, pamiętać, doceniać, respektować, dziękować, wspierać się, uważać i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, ale nikt tego ode mnie nie wymaga, bo dzieje się to samo, bez ciągnięcia, popychania gierek i szantażu oraz potrzeby mozolnego wypracowywania kompromisu.

Ciągle powtarzam, że takie związki między ludźmi jak miłość i przyjaźń powinny być łatwe jak oddychanie. Oddychać raczej nie przestaniesz, chyba, że na chwilę. No i nie zaczniesz oddychać niczym innym niż powietrze (problem zdrady sam się rozwiązuje).