Jak traktować konie?

Traktować konie jak narzędzia, czy stawiać je na piedestale? To trudny wybór między tak zwaną „tradycją”, która coraz częściej kojarzy się z presją, bólem i dominacją, a nowymi szkołami, w których miłośnicy koni protestują przeciwko końskim sportom, jeździe konnej, a nawet metodzie klikerowania i twierdzą, że koń ma zawsze rację. Gdzieś po środku są szkoły uczące ludzi jak być koniem dominującym, klaczą alfa, być bardziej zwierzęciem uciekającym niż drapieżnikiem. Inni koniarze tłumaczą, że koń nigdy nie przestanie postrzegać człowieka jak człowieka i mimo to będzie szukał z nim kontaktu i przyjaźni.

Fanatyzm, czy prawdziwa miłość do koni? Trudno nam się nie zgodzić z jednymi, rozumiemy argumenty innych, imponuje nam wiedza i umiejętności jeździeckie pozostałych i w rezultacie nie wiemy, co powinniśmy robić. Przyglądamy się systemom, czytamy książki, dowiadujemy się, jak sobie z problemami radzą inni. To dobrze. Przyglądanie się tym, którzy mają więcej od nas doświadczenia jest jak najbardziej pożądane, ale jeśli uda nam się dostrzec w jakimś systemie dziurę, nie bójmy się o tym wspomnieć, bo to wszystkim pomoże się rozwijać. Podglądajmy kogo się da, bo chęć gromadzenia wiedzy jest jak najbardziej naturalna i pomocna.

Uczmy się i rozwijajmy, ale nie kończmy na jednym nurcie, bo to nas ogranicza. Pozwólmy sobie na otwartość, ciekawość i postawmy na intuicję.

Uwierzmy sobie i swojemu koniowi, a kiedy wytworzy się miedzy nami rodzaj dobrej energii, będziemy mieli więcej odwagi na realizację nowych rozwiązań, które szerokim strumieniem popłyną do naszych głów.