Sen o bagażu

 

Mam taki powtarzający się w trudnych chwilach górski sen. Czuję, że za chwilę odpadnę od ściany. Skała, którą trzymam dłonią z całych sił zaczyna się kruszyć, nie mogę znaleźć podparcia dla drugiej ręki i wiem, że za moment pochłonie mnie mgła u podnóża góry. Nawet mnie trochę kusi, żeby puścić. Wyobrażam sobie, jak przez jedną ekstatyczną chwilę będzie przyjemnie unosić się w powietrzu, a potem przytuli mnie miękka, wilgotna mgła.

Nagle, tuż przed moją twarzą pojawia się dłoń. Duża i silna. Wiem, że mogę jej zaufać. Pomysł spadania znika. Myślę już tylko o dłoni. Tak bardzo chcę ją chwycić i nie mogę. Dopiero teraz czuję, że na plecach mam bagaż, przepisowe dwadzieścia kilo sprzętu, zapewniającego mi podczas wyprawy podstawowy komfort. Ten komfort ciągnie mnie nieuchronnie w dół i nie pozwala przyjąć pomocy. Wciąż próbuję unieść wolną rękę, ale plecak obciąża całe ramię.

Po przebudzeniu myślę o tym, w jak wielu formach przejawia się w moim życiu pomocna dłoń. To mnie uściska na powitanie, to wyśle przez FB coś, co sprawia, że mam wrażenie, że ktoś mnie rozumie, to znów zrobi herbatę i podsunie mi ją pod nos bez pytania. Takich dłoni jest wokół nas wiele. Warto je zauważać, doceniać i czasem podziękować.

Bywają jednak chwile tak trudne, że nasz bagaż narzuconych społecznych schematów i ograniczeń, które dla odmiany, sami sobie stawiamy, nie pozwala przyjąć pomocnej dłoni. Ciągle na nowo przeglądam zawartość mego własnego plecaka. Dwie pary NieWypada, trzy sztuki ZaStaraJesteś, cała paczka LudzieWoląJakImPrzytakiwać.  Przyglądam  się i wyrzucam, znów wyrzucam, wyrzucam i wyrzucam, a one jakoś dziwnie materializują się z powrotem w moim plecaku. Wystarczy, że ktoś się źle wyrazi, krzywo spojrzy, okaże niechęć lub niezadowolenie, a moje wszystkie niezbędniki wracają na swoje miejsce, jak by tam zawsze były. O ile… o ile nie zapełnię ich miejsca czymś innym. O tym, co warto przechowywać w plecaku, bo jest lżejsze niż powietrze kiedyś też napiszę. Na razie zachęcam do wiosennych porządków w swojej strefie komfortu.